Łączna liczba wyświetleń

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 1.

Abigail siedziała na wzgórzu, ręce miała skrzyżowane i oparte o kolana. Nogi podkulone.
Jej oczy były przymrużone i zaszklone, bo wiatr leciał prosto w jej twarz. Była późna pora, lecz nie był to jeszcze wieczór. Słońce dawno zaszło, niebo było szare o małych, pojedynczych obłokach. Gdzie niegdzie widniały różowo-pomarańczowe odcienie
nad widnokręgiem. Dziewczyna spojrzała na swój plecak leżący obok niej. Wsunęła dłoń do małej kieszeni i wyciągnęła pierścionek, który znalazła poprzedniego dnia przed jej domem.
Był on srebrno zardzewiały z małym kryształkiem o płaskiej przezroczystej powierzchni.
Włożyła go na palec i głęboko westchnęła. Delikatnie uniosła rękę i obejrzała pierścień.
Jej wzrok skupił się na krysztale, zauważyła, że odbija się od niego jakieś białe światło.
Odwróciła głowę w drugą stronę. Księżyc już wychodził. Właśnie na niego czekała.
Upłynęło kilkanaście minut i już był cały na niebie. Podniosła się z trawy otrzepała i zarzuciła plecak na ramię. Zeszła ze wzgórza, stanęła jeszcze na chwilę sprawdziła czy ma telefon przy sobie i przy okazji, która godzina. Weszła w las i dość szybkim krokiem zmierzała do domu.
Nagle usłyszała szmer i chichotanie. Kucnęła i rozejrzała się, nic nie było podejrzliwego. Powoli wstała i podeszła do drzewa. Dopiero teraz zauważyła, że niedaleko stoi jakaś dziewczyna z chłopakiem i się całują lub jeszcze coś innego. Nie poznawała ich twarzy, ale wolała się tym nie przejmować i znów szybko, lecz w inną stronę się zerwała.
Otworzyła drzwi od domu a jej rodzice siedzieli w kuchni. Mama nakrywała do stołu, za to tata cicho oglądał wiadomości w telewizji.
- O, całe szczęście już jesteś, właśnie kolację podaję.
- Idę odnieść plecak – ściągnęła swoje buty – i umyję ręce.
Pobiegła do góry do pokoju, rzuciła plecak obok biurka. Wyciągnęła spodnie dresowe z szafy i ubrała je na siebie. Zbiegła do kuchni.
- Mamo
- Tak kochanie?
- Mogłabym jutro rano pójść do Cortny?
- Dobrze tylko wyjdź przed tym ze Spank’iem na krótki spacer.
- Jasne – dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła z lodówki butelkę zielonej herbaty.
                                                              * * * * * * *